Obywatel nr 4/2006

Obywatel nr 4/2006 (30)

Cień osła

W jednej ze sztuk Durenmatta pewien człowiek wynajął osła, aby na jego grzbiecie udać się do sąsiedniego miasta. W połowie drogi przyszło mu do głowy, by chwilę odpocząć w jego cieniu. Wtedy właściciel osła zażądał dodatkowej opłaty za korzystanie z cienia osła. Podróżnemu takie żądanie wydało się bez sensu, ponieważ cień jest częścią osła, a więc ten, kto wynajął całego osła, wynajął także jego cień. Ale właściciel osła był nieugięty i sprawa trafiła do sądu.

Ta historia mówi wiele o ludzkiej chciwości i pokazuje, że teoretycznie każdy rodzaj iluzji może stać się towarem na rynku. Ekonomia nazywa takie zjawisko popytem, które to pojęcie stanowi materialistyczną wersję czegoś, co kiedyś nazywano duchem społeczeństwa. Wierzono, że duch ten pragnie szczęścia i dobra, a nie tylko konsumpcji i słodkich snów.

Kategorie popytu i podaży są przeniesieniem na grunt ekonomii filozoficznych pojęć ducha i materii, a odwieczny spór między kulturą i naturą przybiera w tym kontekście formę sporu pomiędzy ekonomią podaży i ekonomią popytu. Wedle jednej szkoły, podaż kreuje popyt, który jest wtórnym odblaskiem procesów produkcji. Wedle drugiej, wszelka produkcja stanowi jedynie urzeczywistnianie popytu, czyli ludzkich potrzeb. W koncepcji równowagi pomiędzy popytem i podażą kryje się tęsknota za takim stanem rzeczy, w którym duch ludzki jest pogodzony z materialnym kształtem świata. To idealistyczne złudzenie jest fundamentem ekonomicznych teorii.

Równowaga pomiędzy popytem i podażą ma być osiągana dzięki wspaniałemu instrumentowi wolnego rynku. Gdyby ekonomiści stworzyli religię, zapewne w Biblii znalazłoby się stwierdzenie, że Bóg najpierw stworzył wolny rynek, a następnie dopasował do tej idei ludzką istotę. W idealnym stanie równowagi oczekiwania społeczne mają właściwą sobie materializację, a społeczeństwo pozostaje w stanie homeostazy. Idea podaży równoważącej popyt wyraża harmonię pomiędzy tym, co subiektywne i tym, co obiektywne, pomiędzy tęsknotą i spełnieniem, miłością i kreacją, duchem i materią.

Ta idealistyczna wizja jednak się nie spełnia, gdyż w rzeczywistości potrzeby ludzkie nie są nigdy w pełni zaspokojone. Popyt zawsze przewyższa podaż i ta nierównowaga trwa od początku świata. W równaniach ekonomicznych bilansuje się nie tyle popyt, ile ta jego część, za którą stoją pieniądze. Zaspokajane są potrzeby ludzi bogatych, zaś niespełnione marzenia biednych nie zostają ujęte w żadnym rachunku. W krajach trzeciego świata popyt na rozmaite dobra jest ogromny, ale nie ma podaży, gdyż dobra te są za drogie. To, co w rachunku ekonomicznym wydaje się równowagą, w istocie stanowi ideologiczne usankcjonowanie jej zachwiania. Podaż równoważy popyt wtedy, gdy pewna część potrzeb uległa stłumieniu, gdy została wyrzucona zarówno ze świadomości, jak i z oficjalnych raportów. Ponieważ każde stłumienie jest formą patologii, im bardziej świat potwierdza ekonomiczne teorie, tym bardziej daje świadectwo tego, że jest neurotyczny i chory.

W ekonomii istnieją dwa poglądy na temat rynku. Jeden zakłada, że rynek jest czymś stabilnym, jego zachowania zawsze optymalne, w związku z czym nie należy nim sterować. Wedle drugiego poglądu, rynek jest niestabilny z natury, wymaga kontroli i interwencji. Pierwszy pogląd jest charakterystyczny dla myślenia zwanego monetaryzmem. Drugi pogląd charakterystyczny jest dla myślenia keynesowskiego. Obie te szkoły opierają się na tej samej ilościowej teorii pieniądza, a różnica pomiędzy nimi polega na różnych założeniach psychologicznych i kulturowych dotyczących natury ludzkiej.

Wiadomo, że czynniki psychologiczne mają ogromy wpływ na relacje ekonomiczne. Odpowiedni klimat jest konieczny do podtrzymania lub wzrostu potrzeb konsumpcyjnych. Podobnie poziom optymizmu społecznego wpływa na optymizm inwestycyjny – wzrost wiary w przyszłość przynosi ożywienie, a jej zanik recesję. Optymizm nie bierze się jednak znikąd, lecz z wiary i poczucia bezpieczeństwa. Człowiek po to buduje dom, szyje ubranie, a pole ogradza płotem, aby czuć się bezpieczny. Nie jest przez naturę wyposażony w podstawowe środki umożliwiające mu przetrwanie. Czując się bezpieczny snuje następnie przy ognisku opowieści, a na ścianach jaskini tworzy malowidła. Konieczność cywilizacji wpisana jest w istotę gatunku ludzkiego, a poczucie bezpieczeństwa stanowi zarówno jej cel, jak i źródło.

Wraz z utratą wiary ludzie tracą także zainteresowanie dobrami, które znajdują się na rynku. W stanach zagrożenia pojawia się pesymizm, człowiek jest sparaliżowany i niezdolny do uczynienia czegokolwiek. Nie ma ochoty tworzyć, redukują się także jego potrzeby. Na płaszczyźnie ekonomicznej stan zagrożenia powoduje niestabilność rynku, nieprzewidywalność reakcji i irracjonalność zachowań. O ile poczucie bezpieczeństwa skłania do oszczędności i konsumpcji, poczucie zagrożenia wprowadza chaos w jedno i drugie. W stanach zagrożenia zanika zapotrzebowanie na pewne dobra, pojawiają się też wybuchy neurotycznej zachłanności.

Innym czynnikiem wpływającym na procesy ekonomiczne jest utrwalony kulturowo wzór osobowości. Determinuje on relacje społeczne i charakterystyczne wzory zachowań. Kluczem do jego zrozumienia mogą być motywacje dominujące w społeczeństwie. Trzy typy motywacji mają tutaj istotne znaczenie: motywacje merkantylne, idealistyczne i konsumpcyjne. Motywacje idealistyczne wiążą się z miłością do ideałów i z chęcią urzeczywistnienia jakiejś wizji świata. Motywacje konsumpcyjne mają hedonistyczny charakter i polegają na korzystaniu ze świata takiego, jaki jest. Motywacje merkantylne opierają się na widzeniu świata przez pryzmat zysku. Nie mają nic wspólnego z miłością do ideałów czy z chęcią urzeczywistniania jakichś wizji. Nie polegają też na realizacji jakichś wartościowych celów, ani nawet na zaspokajaniu przyjemności. W motywacji merkantylnej najważniejszą rzeczą jest zysk z inwestycji. Produkcja wynikająca z tych inwestycji oraz jej społeczna użyteczność są tutaj kwestiami drugorzędnymi.

Jeśli motywacje merkantylne dominują w społeczeństwie, w relacjach społecznych rośnie znaczenie pieniądza. Pieniądz staje się głównym produktem, gdyż wszystko inne ma relatywną wartość. Nikt nie jest zainteresowany tworzeniem czegoś wartościowego w sensie idealnym, lecz jedynie takimi transakcjami, które przynoszą zysk. W skrajnym przypadku następuje spadek realnej wartości wszystkiego, poza pieniądzem.

Motywacje merkantylne powodują ukształtowanie się specyficznego typu osobowości: ludzi pozbawionych elementarnego poczucia realności świata, w którym żyją, których nie interesuje ani własna aktywność, ani jej sens, którzy nie mają emocjonalnego stosunku do niczego poza pieniądzem, którzy traktują rzeczywistość jako bezwartościowy aneks do kapitału, jakim obracają. Merkantylny punkt widzenia jest charakterystyczny dla ludzi zaangażowanych w obrót pieniądzem i właścicieli kapitału. Ich sposób patrzenia na rzeczywistość jest sprzeczny z naturą życia i opiera się na iluzji, że to pieniądz – a nie świadome akty woli – kreuje rzeczywistość. Ludzie o osobowości merkantylnej są przekonani, że pieniądz może rosnąć w nieskończoność, mimo że biologiczne potrzeby ludzkie są ograniczone. Żywy organizm ma swoje parametry graniczne i występuje w nim zjawisko przesytu. Jeśli spojrzeć na pieniądz przez pryzmat energii życia, która uległa materializacji, nie można traktować jego wzrostu za oczywisty. Zasada ta nie dotyczy jednak pieniądza oderwanego od swej rzeczywistej funkcji. Pieniądz będący zapisem księgowym może rosnąć w nieskończoność, ponieważ jest wyalienowany z procesów społecznych. W przypadku abstrakcyjnego pieniądza nie występuje też zjawisko przesytu.

W zdrowym społeczeństwie powinny przeważać motywacje kreatywne. Ludzie powinni chcieć coś robić i osiągać cele, które przynajmniej im się podobają, a nie tylko osiągać zyski. Od tego, jakie motywacje dominują, zależy nie tylko charakter społeczeństwa, ale także słuszność teorii na temat gospodarki. Teorie monetarystyczne czerpią natchnienie z faktu, że główną motywacją ludzką jest zysk, a osobowość merkantylna stanowi model wszelkich zachowań społecznych. Wedle teorii keynesowskich, w społeczeństwie decydującą rolę pełnią motywacje kreatywne, które sprawiają, że człowiek czerpie satysfakcję z tworzenia rzeczy, a nie z zysków, które są czymś ubocznym.

Teorie monetarystyczne zakładają, że wolny rynek stanowi podstawę ekonomicznej stabilności społeczeństwa oraz źródło wszelkich dóbr. Pełni on funkcję boskiej opatrzności, dając ludziom to, co otrzymać powinni, niekoniecznie to, czego naprawdę potrzebują. Przyjmują za oczywiste, że jeśli rynek czegoś nie oferuje, nie jest to potrzebne ani istotne. Jeśli jednak ludzie czegoś naprawdę chcą, muszą mieć pieniądze, aby to kupić. W tej wizji świata nic nie jest za darmo, nawet cień osła. W kręgach wyznawców ekonomicznego liberalizmu wolny rynek otacza ten sam rodzaj wiary, jaki cechuje doświadczenie religijne.

Rynek nie jest jednak tworem homogenicznym. Istnieją na nim dwa rodzaje dóbr, wytworzone dzięki dwóm różnym motywacjom. Jedne dobra pojawiają się na rynku jako skutek podaży i agresywnej promocji, inne na skutek popytu, jako odpowiedź na zapotrzebowanie. Dobra pojawiające się jako skutek podaży mają niewielką wartość rynkową, dopóki nie wykreują dla siebie popytu. Dobra pojawiające się na rynku jako rezultat popytu mają początkowo dużą wartość rynkową, którą rosnąca podaż systematycznie obniża. Paradoksalna właściwość rynku polega na tym, że w określonych sytuacjach popyt jest sprzymierzeńcem zysku, natomiast podaż jest jego wrogiem. Kierując się merkantylnym pragnieniem zysku, można ograniczając podaż, osiągnąć ten sam efekt ekonomiczny, co produkując. Ta dwuznaczność procesów rynkowych stanowi źródło społecznych patologii.

Filozofia monetaryzmu stanowi wygodną ideologię kręgów finansowych i banków. Sprowadza się ona do tego, by dzięki kontroli podaży pieniądza i stóp procentowych utrzymać opłacalność kredytów dla inwestorów, a stabilnością pieniądza zachęcać do oszczędzania. Monetaryści przyjmują, że rynek jest zjawiskiem naturalnym i w jakimś sensie częścią przyrody. Uważają, że w długich okresach czasu stabilizuje się sam i nie potrzebuje interwencji ludzkiej. Filozofia ta pozwala im nic nie robić i pobierać za to pensję. W uogólnionej formie postawa ta przybiera formę politycznego liberalizmu, opierającego się na ufności w naturalny bieg rzeczy.

Pogląd, że rynek wymaga kultury i interwencji jest charakterystyczną cechą szkoły keynesowskiej. Keynesiści zakładają, że w społeczeństwie istnieje potencjał kreatywności i optymizmu, które nie mogą się w pełni rozwinąć z braku wystarczającego kapitału. Ponieważ kapitał jest kwestią umowy społecznej, nic nie stoi na przeszkodzie, by go powiększyć do wartości odpowiadającej rzeczywistemu potencjałowi społeczeństwa. W ten sposób dodatkowy pieniądz może stworzyć ożywczy impuls dla ludzkiej aktywności. Keynesiści uważają, że żaden cud gospodarczy nie nastąpi, jeśli w portfelach ludzkich nie pojawi się dodatkowa ilość pieniędzy. Nie będzie mogła wzrosnąć podaż, gdyż z braku pieniędzy potencjalny popyt nie będzie jej w stanie wchłonąć.

Skuteczność teorii keynesowskiej opiera się na założeniu, że w społeczeństwie przeważają postawy kreatywne, że ludzie wolą coś robić, niż nie robić nic, i wierzą w sensowność swego świata, że w społeczeństwie istnieje potencjał myśli i idei, które chce ono realizować, oraz wystarczający poziom energii, optymizmu i wiary. Wystarczy niewielki impuls, aby czynniki te zamanifestowały się jako twórcza aktywność: połączenie podaży pieniądza z kreatywnością postaw ludzkich spowoduje ożywienie gospodarki. Odpowiednia polityka gospodarcza może sprawić, że strumień pieniądza zostanie wchłonięty w produkcję nowych dóbr i usług, nie powodując wzrostu cen tych, które istnieją.

O powodzeniu interwencjonizmu w stylu keynesowskim decyduje w dużej mierze to, czy dodatkowy pieniądz stanie się częścią rynku konsumpcji, czy też zasili rynek inwestycji. Powiększenie kapitału inwestycyjnego powoduje ożywienie i redukuje niebezpieczeństwo inflacji. Jeśli jednak w społeczeństwie duch kreatywności zanika i dominują w nim postawy konsumpcyjne, wtedy dodatkowy pieniądz niczego nie ożywi, lecz spowoduje inflację. Zjawiskiem tym można tłumaczyć odejście w krajach wysokorozwiniętych od teorii keynesowskich w kierunku monetarystycznych po blisko pół wieku fascynacji nimi. W społeczeństwach tych zanika po prostu duch i wola urzeczywistniania jakichś wizji. Można jednak powiedzieć, że to nie teorie się zużyły, lecz społeczeństwa te się zestarzały i w swych potrzebach stały się bardziej infantylne.

Monetaryści również doskonale zdają sobie sprawę z tego, że wzrost gospodarczy wymaga pieniędzy. Jeśli wraz ze wzrostem dóbr nie rośnie podaż pieniądza, nie jest możliwa żadna wymiana. Jeśli nie będzie pieniędzy, ożywienie nie nastąpi. Podaż zaspokaja bowiem potrzeby ludzi mających dochody i odpowiada na popyt, którym towarzyszy pieniądz. Nic dziwnego, obie te teorie (monetarystyczna i keynesowska) opierają się na tej samej ilościowej teorii pieniądza, wedle której szybkość obrotu wpływa na wzrost gospodarczy. Problem polega więc na tym, gdzie i jak wpuścić na rynek pieniądz, aby nie zasilił rynku konsumpcji, aby nie przerósł podaży dóbr, a istniejąca na rynku masa towarów nie wchłonęła nadwyżki pieniądza, przyczyniając się do jego inflacji. Ponieważ teorie monetarystyczne wyrażają interes elit finansowych, obracających kapitałem, nic dziwnego, że ich wyznawcy proponują jako idealny środek obniżenie podatków. Ukrytym założeniem tej strategii jest rozwarstwienie społeczeństwa, pozwalające wpuścić kapitał tam, gdzie ryzyko konsumpcji jest jak najmniejsze, czyli w krąg ludzi bogatych. Nie jest przypadkiem, że w polityce monetarystycznej pieniądz ożywiający gospodarkę dostaje się w ręce nielicznych, co powoduje znane zjawisko, że bogacą się ci, którzy już są bogaci. Oba te elementy stanowią o powodzeniu tej strategii: Niskie dochody większości społeczeństwa pozwalają utrzymać stabilność pieniądza oraz skłonność do jego oszczędzania. Natomiast ulgi dla najbogatszych sprawiają, że strumień pieniądza wpływa na rynek inwestycji, a nie konsumpcji. Gdyby ludzie o średnich dochodach mieli więcej pieniędzy, być może wpłynęłoby to na podaż dóbr, ale jest ryzyko, że wzrost globalnego popytu spowodowałby spadek wartości pieniądza. Do tego elity finansowe starają się nie dopuścić. Wiedzą doskonale, że pieniądz nie ma żadnej wartości sam w sobie, a one same nie są zdolne stworzyć nic wartościowego, za co inni ludzie byliby skłonni ofiarować im jakieś dobra. Dlatego jak oka w głowie pilnują wartości pieniądza. Idealnym rozwiązaniem jest tutaj podatek liniowy, który pomnaża pieniądz tam, gdzie jest jego nadmiar, czyli w portfelach bogatych kapitalistów.

Jest takie powiedzenie chińskie, które mówi, że kiedy krowa w południowych Chinach je trawę, koń w północnych Chinach jest syty. Podatek liniowy, a zwłaszcza nagła zamiana podatku progresywnego na liniowy, oznacza potężny wzrost dochodów ludzi bogatych. Ryzyko wzrostu konsumpcji jest niewielkie, gdyż tam, gdzie jest dobrobyt, aby konsumpcja mogła nastąpić, muszą powstać nowe, nieistniejące dobra. Dodatkowy pieniądz pozostaje więc w bankach, powiększając kapitał inwestycyjny. Jest tylko jedno małe „ale” w tej strategii. Nowe inwestycje nie muszą wcale powstać w kraju, w którym obniżono podatki. Mogą być zainwestowane gdziekolwiek, w dowolnym miejscu na świecie powiększając dochód bogatych korporacji i banków.

Spór pomiędzy monetaryzmem i keynesizmem jest odblaskiem odwiecznego sporu pomiędzy duchem i materią. Teorie monetarystyczne reprezentują nurt materialistyczny i harmonizują z ogólnym trendem czasów, w których obserwujemy odejście od duchowych wartości. Postrzegają dobrobyt społeczny jako miarę intensywności krążenia pieniądza i są w dużym stopniu wyalienowane z procesów życia. Ich wizje i wnioski dotyczą głownie wirtualnych relacji pomiędzy abstrakcyjnymi wskaźnikami, ignorują zaś relacje, w których uczestniczą realne podmioty. Są one wyznawane przez środowiska, którym upływ czasu pomnaża pieniądze złożone w bankach. Monetaryści uważają, że zwiększona podaż pieniądza skutkuje zawsze wzrostem inflacji, gdyż opierają się na pesymistycznej ocenie natury ludzkiej. Uważają, że w społeczeństwie przeważają motywacje egoistyczne (co zresztą nie dziwi, gdyż sami takie postawy generują). Stojąc na straży wartości pieniądza, nie wahają się utrwalać społecznego ubóstwa. Muszą to robić, ponieważ wartość pieniądza zależy od jego niskiej podaży w stosunku do popytu. Niska podaż pieniądza stanowi też motywację do zwiększonego wysiłku.

W przeciwieństwie do realnych dóbr, na które popyt jest z ograniczony, żądza pieniądza nie zna żadnych granic. Abstrakcyjny pieniądz podlega wyłącznie prawom czystej wyobraźni. Jest jak cień osła, którego wartość przewyższa wartość samego osła. Monetaryści, których misją społeczną jest szerzenie filozofii banków, budują swe teorie w dobrej wierze, święcie przekonani o swoich czystych intencjach. Odnoszą się bowiem sceptycznie do takiej wizji społeczeństwa, w której przeważałyby motywacje idealistyczne czy moralne. Nie wierzą w dobre cechy ludzkie, dlatego przedmiotem ich troski jest martwy i abstrakcyjny pieniądz.

Teorie ekonomiczne, jak większość teorii w naukach społecznych, mają charakter statystyczny, a ich słuszność zależy od losowego charakteru zdarzeń założonego a priori. Aby jakieś zjawiska były losowe, muszą jednak być zachowane warunki ich przypadkowości. Niesymetryczna kostka nie będzie zachowywać się zgodnie z prawami statystyki, a jej zachowania wykażą regularność trudną do teoretycznego przewidzenia. Podobnie jest w świecie żywych organizmów. Chociaż statystycznie istnieje małe prawdopodobieństwo, by w przypadkowej grupie osób znaleźli się sami mężczyźni, takie zdarzenia są na porządku dziennym w przypadku chórów męskich czy drużyn futbolowych. Generalnie wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia ze strukturami samoorganizującymi się, prawa statystyczne odgrywają dużo mniejszą rolę niż np. w termodynamice, gdzie pewne stany są wykluczone tylko dlatego, że są mało prawdopodobne.

Teorie społeczne oparte na prawach statystycznych sprawdzają się dobrze tam, gdzie społeczeństwa są zatomizowane, gdzie nie ma silnych więzi społecznych i ograniczony jest wpływ norm kulturowych na regularność zachowań ludzkich. A więc tam, gdzie zachowania jednostek są chaotyczne i bezładne, niczym ruchy cząsteczek gazu. Wtedy ruchy te stają się globalnie przewidywalne. Słuszność tych teorii wymaga więc pozbawienia ludzi ich cech ludzkich, którymi odróżniają się od bezwładnych cząstek materii, np. łączenia swych zachowań pod wpływem zasad, idei i celów. Liberalny mit wolności doskonale spełnia ten cel. Zantagonizowane jednostki w pogoni za iluzorycznymi dobrami podtrzymują homeostazę systemu i założone prawidłowości w wymiarze globalnym.

Analogiczne zjawisko zachodzi w procesie kreacji pieniądza, w którym pieniądz oderwany od realnych potrzeb właścicieli staje się abstrakcyjnym kapitałem. Tutaj także wiara stanowi o powodzeniu całego procesu. Ludzie oddają swoje oszczędności bankom, wierząc, że pieniądz jest czymś realnym, a banki niczym piec alchemiczny są w stanie w magiczny sposób go pomnożyć. Nie są do końca świadomi faktu, że pieniądze te poddane zostaną ryzykownej grze rynku i zamienione w kapitał inwestycyjny. Proces przemiany pieniądza konsumpcyjnego w inwestycyjny w bankach, które nie produkują żadnych dóbr, stanowi siłę napędową całego systemu. Pieniądz jest tutaj pewną fikcją społeczną, która nabiera wartości dzięki wierze. Ponieważ jest on wyłącznie konstrukcją umysłową, w rzeczywistości gromadząc pieniądze w banku, ludzie gromadzą własne stany psychiczne opieczętowane powagą instytucji, do której mają zaufanie.

Dwuznaczny sens tej przemiany polega jednak na tym, że po stronie depozytariuszy istnieje wiara w jakieś wyższe dobro lub rodzaj opatrzności. Składając swoje oszczędności w bankach ludzie wierzą, że opiekować się nimi będzie jakaś zasada pozytywna. Banki natomiast powierzając pieniądze inwestorom nie kierują się żadnymi wyższymi celami. Transformacją pieniądza rządzi raczej zasada negatywna. Banki są zainteresowane wyłącznie kreacją samego pieniądza, a nie idei. Banki z natury rzeczy nie są zainteresowane aktywnością społeczną, tylko jej skutkiem, czyli samym krążeniem pieniądza. To, czy po drodze zostanie coś wyprodukowane, stworzone i dokonane, jest dla nich nieistotne. Ważne jest, aby pieniądz kredytowy powrócił do banku wraz z zyskiem. Nie przeszkadza im fakt, że pieniądz inwestycyjny gromadzi wokół siebie motywacje merkantylne, a celem aktywności, którą promuje jest przede wszystkim on sam, nie zaś dobra realne, które mają status drugorzędny.

Stając się częścią rynku, pieniądz przestaje być środkiem wymiany dóbr, a sam staje się dobrem i przedmiotem obrotu. W pewnym sensie nabiera on wartości, a paradoksalną stroną tego zjawiska jest to, że miarą wartości pieniądza jest on sam. Różnica jednak pomiędzy realnymi dobrami i pieniądzem jest taka, że pieniądz będąc abstrakcyjną liczbą może rosnąć w nieskończoność, a dobra realne nie. W naturze nic nie rośnie w nieskończoność. Procesy witalne mają charakter cykliczny, a nie liniowy. Życie ma swoje optymalne parametry, które muszą być zachowane; każdy z nich ma określone minima i maksima, których przekroczenie grozi patologią, chorobą lub śmiercią. Cała przyroda ma taką naturę. Nie da się przyśpieszyć biegu życia, ruchu planet czy skrócić pór roku.

Byty abstrakcyjne, takie jak liczby czy punkty na płaszczyźnie, nie mają podobnych ograniczeń: proste biegną w nieskończoność, a dla każdej liczby istnieje od niej większa. Teorie wzrostu wywodzą się z czystej wyobraźni i mają taki sam związek ze światem empirycznym, jak astrologia czy muzyka sfer. Stanowią fantazję duszy zauroczonej ideą nieskończoności, ignorującej fakt, że u podstaw procesów gospodarczych leży aktywność ludzka, a nie abstrakcyjny proces dodawania liczb. Aktywność ta, podlegająca ograniczeniom charakterystycznym dla żywych organizmów, nie rośnie w nieskończoność, lecz ma swoje naturalne cykle progresji i recesji, aktywności i spoczynku.

W kosmosie uwidacznia się naturalna skłonność do rozpraszania energii i rozpadu struktur. Wzrost entropii stanowi naturalny kierunek, w którym podążają zjawiska przyrody. Wyjątkiem od tej zasady jest zjawisko życia, które rozwija się jakby w kierunku przeciwnym: od struktur prostych do coraz bardziej złożonych. Cywilizacja ludzka istnieje, gdyż podtrzymują ją nie do końca jasne mechanizmy koncentracji energii, niwelujące jej naturalne rozpraszanie. W społecznościach proces ten zachodzi pod wpływem norm kulturowych. Ludzie zamiatają chodniki, myją się, naprawiają budynki i wyrywają chwasty, pomimo tego, że wiatr roznosi kurz, a brud nieustannie osiada na ich ciele. Aby cywilizacja mogła trwać, kreatywność i praca muszą być uznawane za cenne, a skłonność do wysiłku przewyższać potrzebę konsumpcji. Jest oczywiste, że więcej wysiłku kosztuje przygotowanie posiłku niż zjedzenie go, a napisanie książki niż jej przeczytanie. Cywilizacja jest możliwa wtedy, gdy cenna jest kreatywność, koncentracja, skupienie i dyscyplina, często kosztem wyrzeczeń i ograniczeń.

Częścią tego procesu jest przemiana pieniądza konsumpcyjnego w kapitał inwestycyjny, stanowiąca siłę napędową gospodarki i charakterystyczną cechę kapitalizmu. Niestety liberalne reguły rynku umożliwiają także przemianę odwrotną. W fizycznym świecie bieg zjawisk nie jest symetryczny: czas płynie w tylko jednym kierunku, a procesy entropii nie są odwracalne. W świecie ludzkim kapitał inwestycyjny może być zamieniony w konsumpcyjny, zdefraudowany, ukradziony i roztrwoniony.

Jest kwestią umowy, by we wszystkich transakcjach składających się na świat zjawisk ekonomicznych uczestniczył ten sam pieniądz. W rzeczywistości można mówić o dwóch rodzajach pieniądza, które teoretycznie nie muszą być tym samym. Pieniądz jest tworem kulturowym i może być zdefiniowany dowolnie, w szczególności może w swej definicji uwzględniać niesymetryczną naturę procesów, w których uczestniczy. O ile bowiem siłą napędzającą gospodarkę kapitalistyczną jest przemiana oszczędności w inwestycje, przemiana odwrotna kapitału inwestycyjnego w pieniądz konsumpcyjny stanowi zagrożenie dla tego systemu. Łatwość tej przemiany stanowi źródło nieuczciwych transakcji, malwersacji i oszustw. To także zwiększenie podaży pieniądza bez zwiększenia podaży dóbr. Przyczynia się do demoralizacji społeczeństwa i kradzieży jego wspólnej pracy.

Aby pieniądz inwestycyjny był wykorzystany zgodnie ze swym przeznaczeniem, musiałby przestać być „pieniądzem w ogóle”, a jego celowość musiałaby zostać wpisana w jego istotę. Chodzi o to, by bez względu na ciąg formalnych transakcji, za pieniądz inwestycyjny nie można było kupić dóbr konsumpcyjnych, lecz tylko środki do ich wytwarzania. Jest to ogromne wyzwanie dla neoliberalnych dogmatów, nic więc dziwnego, że pomysł taki musiałby pokonać umysłowy opór. W naturalny sposób można by ustalić maksymalny dochód przeznaczony na konsumpcję, jaki w danym społeczeństwie jednostka może uzyskać z własnej pracy. Tym samym właściwość nieograniczonej akumulacji kapitału dotyczyłaby jedynie pieniądza inwestycyjnego. Pobudzałaby do aktywności jednostki kreatywne, nastawione na produkcję dóbr, a nie jednostki merkantylne, nastawione wyłącznie na osiąganie zysków. Jeśli ktoś chce być inwestorem jedynie po to, by odbyć prywatną wycieczkę na księżyc, to można wątpić, czy powinien pełnić w społeczeństwie odpowiedzialną funkcję przedsiębiorcy. Zasada maksymalnych dochodów nie ograniczałaby kapitału przeznaczonego na produkcję dóbr, natomiast ograniczałaby spekulantów nastawionych wyłącznie na konsumpcję i łatwe życie. Promowałaby podaż i ograniczałaby konsumpcję w sferze pieniądza, który powinien pozostać inwestycyjnym. Poddany procesom cywilizacyjnym, pieniądz przestałby przyciągać do siebie negatywne moce i przyczyniłby się do wzrostu motywacji kreatywnych.

Marek Has

  • Wykop
  • BLIP
  • twitter
  • facebook
  • flaker
  • sledzik
  • google icon
  • del.icio.us icon
  • digg icon

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą umieszczać komentarze. zarejestruj się
 

Inicjatywy „Obywatela”

http://iso.edu.pl/
http://lewicowo.pl/
http://www.obywatel.org.pl/solidarnosc
http://www.czymaszswiadomosc.pl/
http://radypracownikow.info/
http://naturalnegeny.pl
http://tirynatory.pl
http://koniczynka.org
http://miastowruchu.pl