OPINIE

Grzech wołający o pomstę do nieba

Sympatycznie uśmiechnięta Dorota Wellman opowiada o tym, że Polsce trzeba Margaret Thatcher. Ojciec Szustak przekonuje owieczki, że publiczna edukacja nadaje się tylko do zaorania: wynajmijcie nauczycieli dla swojego dziecka albo sami nauczcie się matematyki! – powiada. Ta symfonia rozlega się zewsząd i sączy się do uszu Polaków, gdy ci jedzą śniadanko lub idą do kościoła. To tu, to tam, by zacytować barda, ktoś urabia masy wedle przekonań korzystnych dla bardzo wąskiego grona. Skutecznie urabia. A rodacy patrzą na państwo, jego degrengoladę i korupcję, doskwierają im jego braki i myślą sobie: no tak, to nie działa, oni pewnie mają rację. Przypomina to sytuację, w której małe ogłupione zwierzątko kręci się w kołowrotku, wytwarza prąd, i raz po raz dostaje silny bodziec elektryczny, motywujący do jeszcze szybszego zasuwania przed siebie, czyli donikąd. Często jedyny sensowny skok poza logikę tego kieratu to emigracja. Uciekamy, zamiast się zbuntować i zacząć zmieniać to, co jest tutaj. Nie krytykuję emigrantów – stwierdzam fakt. Czytaj więcej

Kolej na prywatyzację

Pod koniec lutego 2015 r. zarząd spółki Przewozy Regionalne poinformował, że plan restrukturyzacji zakładał będzie… ograniczenie pracy realizowanej przez przewoźnika, i to aż o jedną czwartą! To oznacza, że w nadchodzących latach na wielu trasach dojdzie do zmniejszenia częstotliwości kursowania pociągów, a w przypadku części linii – nawet do całkowitej likwidacji połączeń. Zarząd spółki Przewozy Regionalne zignorował tym samym wnioski z zamówionego przez siebie opracowania firmy doradczej EY, wskazującego, że „obserwowany w Polsce spadek znaczenia pasażerskiego transportu kolejowego jest przeciwieństwem tendencji obserwowanych w Europie Zachodniej”, a jedną z głównych przyczyn słabej pozycji polskiej kolei jest „niska częstotliwość kursowania pociągów”. Czytaj więcej

benjamin-ross
Benjamin Ross

Niesprawiedliwość na skrzyżowaniu

Jeszcze w połowie lat 20. właściciele samochodów rekrutowali się niemal wyłącznie spośród bogatych, zaś opinia publiczna postrzegała przechodniów potrącanych przez kierowców jako ofiary nieodpowiedzialnych zachowań uprzywilejowanej elity. Jednak gdy posiadanie auta umasowiło się, klasowy aspekt projektowania dróg uległ rozmyciu. Oczywiście nawet w szczycie powojennej masowej prosperity nie każdy mógł pozwolić sobie na auto. Ale w połowie XX w. ubodzy piesi chronieni byli przed najgorszymi skutkami nowego sposobu projektowania dróg. Ich domy zgrupowane były w starych śródmiejskich dzielnicach, gdzie chodzili ulicami zaplanowanymi przed nastaniem epoki masowej motoryzacji. Dzisiejsi ubodzy mieszkańcy przedmieść pozbawieni są tej skromnej ochrony. Cały ciężar 90 lat inżynierii stawiającej samochód na pierwszym miejscu spada na nich, gdy wychodzą i powracają do swych rozpadających się kompleksów mieszkaniowych i starzejących się szeregowców. Dalekie marsze do głównej drogi, ryzykowne sprinty w poprzek szerokich tras szybkiego ruchu oraz wyczekiwanie na niebezpiecznie usytuowanych przystankach autobusowych – oto ich codzienna rutyna. Czytaj więcej

Wybierzmy z orbanomiki to, co najlepsze

Te działania zwracają uwagę nie tylko swoją skutecznością, ale też przemyślaną precyzją i solidnością. Ściągnęły one środki z tych obszarów gospodarki, które nie tylko przynoszą największe zyski, ale też są na Węgrzech zdominowane przez podmioty zagraniczne. Dzięki temu wzmożona akcja podatkowa nie obciążyła nadmiernie podmiotów rodzimych. A w związku z tym, że nowe zobowiązania nie były wprost wymierzone w podmioty zagraniczne (a tylko w sektory, w których dominują), Komisja Europejska nie miała podstaw do ingerencji. Co więcej, opodatkowano tylko te branże, w których nie ma możliwości łatwego przeniesienia działalności zagranicę, bo związane są ściśle z obsługą konkretnego rynku (jak telekomunikacja czy wielkopowierzchniowy handel detaliczny) albo uzależnione są od lokalnej infrastruktury (przypadek energetyki). Firmy musiały więc zacisnąć zęby i znieść dodatkowe obciążenia bez możliwości szantażu ucieczką. Czytaj więcej

Michał Wójtowski
Michał Wójtowski

Strach ma wielkie oczy

W niepewnych czasach, gdy deklasacją zagrożonych jest tak wielu, tworzone mocą wyzwiska wyobrażone hierarchie społeczne pozwalają poczuć ulgę z powodu bycia szlachcicem wobec dowolnie wybranego chama. I chociaż nie aspiruję do roli nieomylnego psychoanalityka debaty publicznej, to jednak intuicja podpowiada mi, że za posługiwaniem się wobec protestujących tak pogardliwym językiem stać musi jakiś potężny, trudny do opanowania lęk. Przepojone pogardą emocjonalne epitety pomogą jednak tylko na krótką metę. Czytaj więcej

Świat według Saramonowiczów

Saramonowiczom i Pieńkowskim wydaje się, że jest możliwy taki kraj, w którym nie będzie rolników, górników, robotników, wszystkich tych – jak to widzą ze swojej ukochanej Warszawy – brudasów zamieszkujących różne prowincjonalne dziury, śmierdzących piwem, szczających po parkach i generalnie psujących atmosferę fajnego miasta, jakim jest stolica. Bo przecież sprawa jest jasna – skoro Pieńkowska ma furę pieniędzy, a Saramonowicz furkę, to świadczy to jednoznacznie, że ich praca jest na rynku potrzebna, a praca tych na ciągnikach, z trudnością wiążących koniec z końcem – jest niepotrzebna, czyli niepotrzebni są też ci na ciągnikach. Niech więc szlag trafi rolników i ich polskie ziemniaki, a czemu nie i górników z ich węglem, przemysł z jego (tandetną) produkcją, niech szlag trafi nawet sklepy, których personel nie potrafi dać pani Pieńkowskiej poczucia, że może bezkarnie wybrzydzać. To jest właśnie oryginalny polski pomysł na modernizację, od ćwierćwiecza konsekwentnie wcielany w życie. Skoro pewne grupy społeczne, których tożsamość wyznacza ich podłe zajęcie, wydają się nieładne i niemiłe, skoro domagają się czegoś, czego Saramonowicze nie rozumieją i nie chcą rozumieć, to należy te grupy zlikwidować, a co najmniej odseparować od miłych państwa policyjnym kordonem. Od razu zrobi się milej, ładniej i nowocześniej. Czytaj więcej

Niższe podatki i inne prezenty

Czego można życzyć Polsce w nowym roku? Obniżki podatków! Jest to życzenie z pewnością popularne, ale czy uzasadnione? Tak, jeśli zawęzimy obniżki do dwóch istotnych spraw. Po pierwsze, obniżone powinny zostać podatki dla najbiedniejszych. Ze względu na potrzeby i strukturę konsumpcji tej dużej grupy wiadomo, że znacząca większość „odzyskanych” od fiskusa pieniędzy nie przeleżałaby w przysłowiowej skarpecie, tylko zostałaby wydana. Po drugie, rozwiązaniem praktykowanym w krajach o wyższym poziomie i dynamice rozwoju sektorów wysokiej techniki są podwójne odpisy inwestycyjne na prace badawczo-rozwojowe firm. Firma dokonująca prorozwojowych inwestycji mogłaby odpisać dwukrotność tej kwoty od podatku. Jest to w krótkim okresie niekorzystne dla skarbu państwa, ale po kilku latach przyczynia się do podniesienia strukturalnego poziomu rozwoju gospodarki kraju, dzięki coraz lepszej międzynarodowej pozycji konkurencyjnej dużych przedsiębiorstw. Czytaj więcej