"ODPUST ZUPEŁNY"
- żart okolicznosciowy
(prosimy traktować z dystansem)
Zdradzonym i oszukanym
Zdradzającym i oszukującym odpustu się nie udziela
Warunkiem uzyskania odpustu jest przedstawienie następującego dokumentu:
Ja, Jan Kowalski przyznaję, że:
- jak głupi baran zapisałem się do drugiej Solidarności
- jak ślepe kocię nie dostrzegłem Magdalenki pod okrągłym stołem
- jak uparty osioł twierdziłem, że Bolek to nie Bolek,
a Alek to nie Kat
Za swoje błędy żałuję i przyrzekam poprawę.
Jako pokutę wpłacam 10 zł na obchody 25 rocznicy pierwszej Solidarności.
Własnoręczny podpis i data
Ani "baran" ani "zdrajca"
Byłam członkiem i działaczem "S" a nawet jej
v-przewodniczącą w latach 1991-92. Jednak NIGDY nie zapisywałam się do "drugiej" Solidarności i tego bym nie zrobiła, bo dla mnie i bardzo wielu wiernych tej wielkiej miłości jest tylko jedyna Solidarność.
Z mojej inicjatywy na UJ, a chyba i w Regionie, tekst oświadczenia brzmiał mniej więcej tak POTWIERDZAM swoją przynależność do NSZZ "Solidarność" od roku ... (w moim przypadku od 1980).
Nie uważam się za "głupiego barana" dlatego, że nie zaprzestałam działalności w "S" w 1990 roku, a aktywna byłam nie tylko w miesiącach "karnawału", ale przede wszystkim
w latach po grudniu 1981.
Nie znaczy to, że nie myliłam się. Owszem wielokrotnie, choć akurat nie w sprawie okrągłego stołu, do którego mój bardzo negatywny stosunek był przyczyną ostrego konfliktu między mną, a jego apologetami w Małopolsce. Oczywiście skali zdrady wtedy nie umiałam ogarnąć i myślę, że bardzo wielu tego nie ogarniało i do dzisiaj nie ogarnia, co jeszcze nie jest dostateczną kwalifikacją na "głupiego barana". Dokładną miarę zdrady mogli znać tylko ci, którzy mieli pełną informację, a więc sami zdrajcy. My do dzisiaj nie w pełni dysponujemy tą informacją.
Znacznie bardziej myliłam się w sprawie Wałęsy (do 1991 roku) i wielu innych osób, w tym najbliższego mego współpracownika z lat 80. - Stefana Jurczaka. Myliłam się nie tylko ja. Zapewne delegaci I Zjazdu, który przecież wybrał Wałęsę, a głosujący za nim nie byli tylko albo głupimi baranami, albo agentami, choć nasycenie agenturą delegatów na I KZD dopiero dzisiaj się ujawnia. Czy sygnatariusze chcą powiedzieć, że wówczas ich rozpoznawali? W otoczeniu sygnatariuszy tej propozycji pokajania też nie bywali sami aniołowie, a niektóre akcje, którym patronowali, były wprost sterowane przez SB.
Więc co? Mam uznać "S" za dzieło ubeckie i że działacze "S" to albo stado głupich baranów albo agentura?
Przeholowaliście Państwo. Pobrzmiewa w tym pycha jedynych sprawiedliwych. Oprócz Was było wielu sprawiedliwych i bynajmniej nie najgłupszych w całych 25-letnich dziejach "S". Poza tym proszę mi powiedzieć, czego 25-lecie obchodzicie?
Czegoś, co przestało istnieć? Kiedy kończy według Was "pierwsza Solidarność"?, skoro czas od 1990 r. uważacie za jakąś drugą Solidarność tylko z racji ponownej rejestracji. Mnie ta rejestracja kompletnie nie interesuje. Dla mnie "S istniała nieprzerwanie od 1980 roku, a formalności nie mają tu nic do rzeczy. Zresztą w latach 90. wielu z nas realizowało wiernie ideały Sierpnia. Jest to ta sama Solidarność, choć Jej establishment wielokrotnie zachował się nikczemnie i dzisiaj także jest karłowaty. Ale to nie oni, ani sądy rejestracyjne stanowią o "Solidarności", ale nasza wierna miłość i dobro, które staramy się wcielać
w życie. Niestety, tak dzieląc się, gwarantujemy zwycięstwo tym, którzy "Solidarność" zdradzali już w kolebce i nadal zdradzają i ośmieszają, deprecjonują w oczach młodego pokolenia. Trzeba w pokorze trochę głębiej pomyśleć nad wyrażaniem słusznych pretensji.
Bardzo mi przykro, że taką obelgę rzucili mi w twarz ludzie, którzy byli mi tak bliscy sercu, w szczególności Pani Ania Walentynowicz.
Pozdrawiam z ciężkim sercem Członków "Komitetu Obchodów 25. rocznicy pierwszej "Solidarności"
powrót do spisu treści
|